Historia Pałacu Kultury i Nauki – ciekawostki, które mało kto zna

Niewiele jest budynków w Polsce, które budziłyby tak skrajne emocje jak on. Pałac Kultury i Nauki, przez lata przymusowy symbol stolicy, dziś coraz częściej postrzegany jest jako fascynujący zabytek, świadek epoki i obiekt… popkultury. Czy jednak naprawdę znamy jego historię? Poza oficjalną narracją o „darze Stalina”, PKiN skrywa tajemnice, które wciąż potrafią zaskoczyć nawet rodowitych warszawiaków.

Architekt w masce turysty

Oficjalna wersja brzmiała: radzieccy architekci przyjeżdżają i budują. W rzeczywistości Lew Rudniew, główny projektant Pałacu, podszedł do zadania znacznie subtelniej. Zanim powstały pierwsze plany, Rudniew wraz z zespołem podróżował po Polsce (m.in. do Kazimierza Dolnego, Krakowa i Torunia). Cel? Poznanie polskiej architektury renesansu i baroku.

To dlatego, jeśli przyjrzymy się uważnie, dostrzeżemy w bryle Pałacu attyki inspirowane Sukiennicami w Krakowie czy bogato zdobione klatki schodowe nawiązujące do polskich pałaców. Rudniew próbował – na tyle, na ile pozwalały mu ramy socrealizmu – „spolszczyć” ten radziecki import. Efektem jest unikalny na skalę światową miks stylu empire z polskim odrodzeniem.

Miasto w mieście: sekretne życie „Pekinu”

Dla wielu PKiN to tylko taras widokowy i Sala Kongresowa. Ale przez dziesięciolecia był to samowystarczalny organizm, „miasto w mieście”. W środku działały teatry, kina, muzea, kawiarnie, a nawet poczta i fryzjer. Pracownicy Pałacu mogli nie wychodzić z niego przez cały dzień, mając zapewnione wszystko, co potrzebne do życia.

Co ciekawe, system wentylacji i klimatyzacji w Pałacu był w latach 50. tak zaawansowany, że w kuluarach szeptano o „klimacie kontrolowanym”, który miał zapobiegać… spiskowaniu. Choć to prawdopodobnie plotka, faktem jest, że podziemia Pałacu skrywają schrony i pomieszczenia techniczne, których rozmach do dziś robi wrażenie, w tym potężne silniki poruszające ogromnymi wentylatorami.

Sokoły, koty i… nietoperze?

Pałac ma też swoich całodobowych mieszkańców. Najsłynniejsze są sokoły wędrowne, które od lat 90. gniazdują na 43. piętrze. To właśnie PKiN stał się kluczowym miejscem dla programu reintrodukcji tego gatunku w Polsce. Ich gniazdo, obserwowane przez kamery, to hit internetu.

Ale to nie koniec. W piwnicach rezyduje kocia ferajna, dbająca o brak gryzoni, a strychach można spotkać nietoperze. Pałac jest więc nie tylko pomnikiem historii, ale też nieoczywistą enklawą dzikiej natury w samym sercu metropolii.

[Image: Palace of Culture and Science Warsaw wildlife, peregrine falcons nest]

Zegar, który opóźnił historię

Dziś zegar na wieży wydaje nam się czymś naturalnym. Mało kto pamięta, że został zamontowany dopiero w… sylwestrową noc 2000 roku! Przez 45 lat Pałac był „ślepy”, co rodziło liczne anegdoty. Dlaczego? Początkowo planowano zamontować zegar, ale zabrakło funduszy i priorytetów. Przez lata warszawiacy żartowali, że to dlatego, by „nie odmierzać czasu do końca socjalizmu”. Ostatecznie Zegar Milenijny stał się najwyżej położonym zegarem wieżowym na świecie w momencie odsłonięcia (później ten tytuł przejął budynek w Mekce).

Wątek ludzki: cena „daru”

Warto też pamiętać o ludziach, którzy ten budynek wznosili. Na budowie pracowało ponad 3,5 tysiąca polskich i radzieckich robotników. W oficjalnych kronikach panowała radość i braterstwo, ale rzeczywistość była inna. Warunki pracy były ciężkie. Podczas budowy zginęło tragicznie 16 radzieckich robotników, którzy zostali pochowani na cmentarzu prawosławnym na Woli. To smutna przypominajka o cenie, jaką zapłacono za ten gigantyczny projekt.


Czy wiedziałeś, że…?

  • Pałac Kultury i Nauki w 2007 roku został wpisany do rejestru zabytków, co ostatecznie zakończyło dyskusje o jego wyburzeniu.
  • W PKiN znajduje się ponad 3000 pomieszczeń, w tym 11 sal teatralnych i koncertowych.
  • Aby umyć wszystkie okna w Pałacu, ekipa potrzebuje kilku tygodni ciągłej pracy.

Czytaj więcej