Kiedy myślimy o Powstaniu Warszawskim, przed oczami mamy barykady, „pałacyk Michla” i biało-czerwone opaski. Jednak pod powierzchnią walk toczyło się życie, które wymagało od warszawiaków niemal nadludzkiej pomysłowości. Oto fakty, o których rzadko wspomina się na lekcjach historii.
1. Powstańcza „Poczta Polowa” i mali listonosze
Choć kojarzymy ją z filmów, mało kto wie, jak potężną operacją była Harcerska Poczta Polowa. W mieście, gdzie linie telefoniczne nie istniały, a przemieszczanie się po powierzchni było samobójstwem, to dzieci w wieku 12–15 lat stały się krwioobiegiem Warszawy.
- Skala: W ciągu zaledwie kilku tygodni doręczono ponad 200 tysięcy listów.
- Ciekawostka: Poczta posiadała własne znaczki, a za usługi nie pobierano opłat w pieniądzach, lecz… w papierosach lub jedzeniu dla kurierów.


2. „Plujki” – danie główne oblężonego miasta
Głód był równie groźny co niemieckie kule. Gdy skończyły się zapasy, podstawą diety stały się tzw. „plujki”. Była to zupa gotowana na bazie niezmielonego, zanieczyszczonego jęczmienia ze spichlerzy browaru Haberbuscha i Schielego. Nazwa wzięła się stąd, że podczas jedzenia trzeba było bez przerwy wypluwać twarde łuski zboża.



3. Kinematograf pod ostrzałem
Warszawa jako jedyne walczące miasto w okupowanej Europie miało… własne kroniki filmowe wyświetlane na bieżąco. W kinie „Palladium” przy ul. Złotej odbywały się regularne seanse. Powstańcy i cywile mogli zobaczyć na ekranie samych siebie – to niesamowicie podnosiło morale, dając poczucie, że świat (lub przynajmniej reszta miasta) widzi ich walkę.

4. Podziemna autostrada w kanałach
Kanały nie były tylko drogą ucieczki, ale skomplikowanym systemem komunikacyjnym z własnymi „przepisami ruchu”.
- Cisza absolutna: W kanałach obowiązywał zakaz rozmów, a sygnały przekazywano sobie poprzez dotyk lub sznurki.
- Przewodniczki: Najlepszymi łączniczkami były kobiety, ponieważ ze względu na drobniejszą budowę ciała sprawniej poruszały się w ciasnych kolektorach, które czasem miały niecały metr wysokości.
5. Elektrownia, która nie chciała zgasnąć
Przez pierwsze 35 dni powstania Elektrownia na Powiślu, mimo ciągłego ostrzału, dostarczała prąd do szpitali, drukarń i warsztatów produkujących broń. Pracownicy spali na miejscu, gasząc pożary między jedną a drugą zmianą przy maszynach. Gdy elektrownia padła, miasto pogrążyło się w mroku, który symbolizował zbliżający się koniec zrywu.


